,,Czy
jest taka miłość, która nigdy nie przechodzi, na którą nie ma lekarstwa, której
nie ruszą żadne rzeki, czasy, czołgi, góry, morza, lądy, złe i dobre wiatry,
wróżki czytane z gwiazd, obłoki bez nieba?
Czy
jest taka miłość, która mimo połamanych skrzydeł czeka? Mimo upływu lat czeka?
Mimo rozbitego szkła czeka?
Czy
istnieje miłość, której nie zabiją żadne słowa, nie zasypie żaden śnieg, żadna
burza nie ruszy? I mimo przerwy w zdarzeniach, mimo braku dotyku i ciepła
tęskni? Nieporuszona.
Żyje
wciąż. Nadzieją?"
- Cześć Agata! - zawołała Ola w momencie, gdy
blondynka przekręcała klucz w drzwiach swojego mieszkania. Dziewczyna Karola
czatowała na nią już od dobrych kilkunastu minut, doskonale wiedząc, że panie
Małeckie około godziny szesnastej powinny wracać do domu. Chociaż obietnica
złożona ukochanemu i jego przyjacielowi, wydawała jej się idiotyczna i co
najmniej nie na miejscu, bo takie sprawy ci dwoje powinni załatwiać między
sobą, musiała jednak jej dotrzymać. W końcu chłopaki na nią liczyli, a ona po
ich żmudnych namowach zgodziła się, więc teraz nie było odwrotu. Plan był prosty:
za wszelką cenę ściągnąć Agatę do domu i zatrzymać przez pół godziny, bo
właśnie po takim czasie mieli pojawić się panowie siatkarze. - Cześć Jaśminka -
nerwowo uśmiechnęła się do dziewczynki, która sekundę później wyszczerzyła do
niej rząd swoich bielutkich mleczaków. - Gdzie macie Wojtka? - ponownie
zwróciła się do jej rodzicielki.
- Tata jest w pracy - pośpieszyła z
wyjaśnieniami dziewczynka, głaszcząc swojego samojeda, który widocznie tak jak
Aleksandra, od dłuższego czasu czekał na nie pod drzwiami.
- Tak, Wojtka załapało ostatnio jakieś
przeziębienie i musi teraz popracować trochę dłużej, żeby nadrobić zaległości.
To cud, że przy okazji nie rozłożyło mnie i Miny. Odkąd chodzi do przedszkola,
chłonie wszystkie zarazki jak gąbka - Małecka westchnęła, spoglądając na córkę,
obcałowywaną aktualnie przez swojego futrzastego przyjaciela.
- Może wpadniecie do mnie na kawę? Dawno nie
rozmawiałyśmy, a poza tym potrzebuję twojej rady w doborze koloru ścian;
stwierdziliśmy z Karolem, że można w końcu nieco odświeżyć wystrój –
zaproponowała Ola, nerwowo wbijając sobie paznokcie w udo. Karol i Zati
przecież siedzieli już w samochodzie pod blokiem i tylko czekali na cynk od
Aleksandry.
- Muszę wyjść z psem przynajmniej na moment.
To może ty wpadniesz do nas, posiedzisz chwilę z Jaśminą, a ja wrócę za kilka
minut, co? – zaproponowała Małecka, poprawiając łososiową apaszkę, która
idealnie współgrała z jej niebotycznie wysokimi szpilkami.
- Nie, nie! – zawołała Aleksandra. –
Koniecznie musisz wpaść do mnie teraz, mam nową kawę, która właśnie się
zaparzyła, a Minka może przecież wziąć ze sobą Kapsla; doskonale wiesz, że mi
to nie przeszkadza.
- No dobrze – mruknęła Agata, zamykając za
sobą drzwi i jednocześnie posyłając Aleksandrze nieco zdziwione spojrzenie.
Lubiła Olę; była właściwie jej jedyną
sąsiadką, z którą zaprzyjaźniła się. Miła, kontaktowa, a do tego parzyła
przepyszną kawę i piekła naprawdę dobrego murzynka. Szybko zaczęły nadawać na
tych samych falach, a potem okazało się, że Wojtek prowadzi stronę internetową
drużyny, którą reprezentuje partner Oli – Karol. Czasami spędzały wspólnie czas
na zakupach albo przysłowiowych pogaduchach. Chociaż Agata nie należała do
ufnych osób, szybko nawiązała nić porozumienia z tą śliczną, wysoką blondynką.
Gdy Małecka ściągała z siebie
marynarkę, Olka szybko wysłała środkowemu wiadomość, w której poinformowała go,
że cel jest już na miejscu. Następnie nalała czarnej cieczy do dwóch filiżanek,
a wysoką, zieloną szklankę napełniła sokiem bananowym i postawiła na stole w
salonie, gdzie czekały już na nią obie Małeckie wraz z psem.
- Coś się stało? Wyglądasz nieco inaczej niż
zwykle - zagadnęła Ola, przyglądając się bladej twarzy blondynki. Zazwyczaj
rumiane policzki, stały się teraz nieco zapadnięte, a pod pięknymi, zielonymi
oczyma, pojawiły się duże cienie, świadczące o tym, że jej sąsiadka nie czuje
się najlepiej.
- Pojawił się pewien problem i nie mam
pojęcia jak mogę sobie z nim poradzić - odpowiedziała nieco enigmatycznie
Agata, biorąc filiżankę do ręki. 184 centymetry problemu, które spędzały jej
sen z powiek.
Jeszcze kilka dni temu wszystko było
całkiem inne, takie idealne. Wspaniały, kochający mąż, cudowna córeczka, prawie
spłacony kredyt na mieszkanie i względne zdrowie psychiczne - czego chcieć
więcej? Dlaczego więc Bóg po raz kolejny stawia na jej drodze mężczyznę, przez
którego prawie wylądowała po drugiej stronie? Dlaczego Zatorski znowu wdarł się
w jej życie? Dlaczego...? Czy do cholery jest tak złą osobą, że nie należy jej się
ani odrobina szczęścia? Momentami zaczynała żałować, że nie połknęła tej garści
tabletek, która miała przenieść ją na drugą stronę. Wtedy nie czułaby już
kompletnie nic.
Ale przecież wtedy nie pojawiłaby się
Jaśmina i nie poznałaby Wojtka. Nie byłaby szczęśliwą matką i ukochaną żoną,
nie miałaby tego wszystkiego, o czym marzyła, odkąd pamiętała. Z tą różnicą, że
jej obrączka zamiast wygrawerowanego imienia Wojciech, miała mieć Paweł...
- Mogę ci jakoś pomóc?
- Nie, Olu. W tej sprawie nikt nie może mi
pomóc - Agata potrząsnęła głową, a na jej twarz wpłyną delikatny uśmiech, choć
Aleksandra doskonale wiedziała, że jest on wymuszony. - Mam nadzieję, że to
samo się rozwiąże.
Kilkanaście sekund później, drzwi do
mieszkania z numerem siedem otworzyły się i usłyszały dźwięk sportowej torby,
uderzającej o drewniane panele i głośne szczekanie psa, który momentalnie
znalazł się przy mahoniowych wrotach.
- To Karol! - zawołała Mina i w podskokach
popędziła za Kapslem. - Ej, ja cię znam! - krzyknęła głośno dziewczynka. - Ty
byłeś u mnie w przedszkolu i moja mama cię nie lubi.
- Mina, o czym ty mówisz...? - Agata
podniosła się z miejsca, a kiedy w progu salonu ujrzała Zatorskiego,
natychmiast zesztywniała i zacisnęła ręce. - Więc to wszystko było zaplanowane?
- spojrzała na Olę, załzawionymi oczyma. - Nie spodziewałabym się tego po tobie
- sięgnęła po torebkę i marynarkę, a następnie ruszyła w stronę wyjścia, nie
patrząc na Zatorskiego. - Jaśmina, idziemy do domu...
- Ale Agatka... - zaczął Paweł.
- Zamknij się! Nie mam ochoty z tobą
rozmawiać. Ani teraz, ani kiedyś indziej. Najlepiej zniknij z mojego życia, tak
samo, jak zrobiłeś to kilka lat temu. O niczym innym w tej chwili nie marzę.
Małecka trzasnęła drzwiami i
pociągnęła za klamkę własnego mieszkania. Na szczęście Wojtek zdążył wrócić z
pracy i przez ułamek sekundy wpatrywał się w twarz żony, a po chwili zrozumiał,
że po raz kolejny miała nieprzyjemność spotkania się z Zatorskim. Zamknął ją w
swoich silnych ramionach i bez słowa pocałował w czubek głowy. Pozwolił by
kolejne, czarne od tuszu łzy moczyły jego bielusieńki podkoszulek i obiecał
sobie, że ktoś taki jak Paweł Zatorski nigdy więcej nie skrzywdzi jego
ukochanej żony.
,,Nie
było ojca, dlatego chyba tak chcę nim być
I
od tej pory będziemy już dzielić ,,my'' na trzy:
ja,
Ona, Ty..."
Paweł wyszedł z Energii jako ostatni;
w meczu z warszawską Politechniką – będący również jego debiutem po powrocie na
przysłowiowe stare śmieci - jego przyjęcie pozostawiało wiele do życzenia,
dlatego poprosił Mariusza o pomoc w dopracowaniu swojego odbioru, choć dzisiaj
totalnie nie mógł się skupić. Wciąż miał przed oczyma twarz Agaty, którą
wczorajszego popołudnia podstępem zwabili do mieszkania Karola i Oli. Dopiero
teraz zrozumiał, że to był najbardziej idiotyczną rzeczą, jaką mógł zrobić,
więc miała prawo tak się zachować. Wstyd było mu jedynie przed Olą, ponieważ
przez ten poroniony pomysł, mógł zniszczyć relację panującą między sąsiadkami.
Po wyjściu, Szampona, który śpieszył
się, by odebrać Arka ze szkoły, porozmawiał jeszcze chwilę z Anią, dziewczyną
pracującą w sklepie kibica i ruszył w stronę parkingu. Już z daleka dostrzegł
wysokiego mężczyznę, opartego o jego klubowe auto i wiedział, kim jest ów mężczyzna.
Gdy podszedł bliżej, jego wcześniejsze przypuszczenia sprawiły się. Stał przed
nim Wojtek Małecki, mąż jego Agatki. Widział go wczoraj, gdy grafik wchodził do
klatki bloku.
- W czym mogę pomóc? - zapytał Paweł,
wrzucając treningową torbę na tylne siedzenie samochodu. Widział ściągnięte
mięśnie twarzy grafika, świadczące o tym, że ich spotkanie nie będzie miłą pogawędką.
Zatorski oparł się o tylne drzwi i spojrzał prosto w zielone oczy Małeckiego.
- To ja się pytam w czym ja mogę ci pomóc, a
raczej w czym pomóc może ci moja żona, Agata? – Wojtek zdecydowanie podkreślił dwa
ostatnie słowa.
Odkąd zobaczył zapłakaną twarz
małżonki, coś w nim pękło. Przed laty obiecał sobie, że nikt nie skrzywdzi tej
dziewczyny, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia, a gdy poznał jej
historię – tak podobną do jego własnej – wiedział, że są sobie przeznaczeni. Ojciec
Wojtka zostawił mamę z maleńkim dzieckiem bez środków do życia, dlatego doskonale
rozumiał jak ciężko było Agacie z maleńkim dzieckiem. Szybko oświadczył się jej
i przysposobił Jaśminkę, o której nie potrafił myśleć inaczej, jak o własnej
córce. Obok żony i mamy, była dla niego najważniejszą osobą na świecie i nie
wyobrażał sobie życia bez swojej małej, ślicznej córeczki, która codziennie
zasypiała przytulona w jego ramię i wsłuchana w ton głosu, gdy czytał jej
komputerowe czasopisma.
- Nie wiem o czym mówisz – Paweł zatrzasnął
drzwi auta i zmierzył Wojtka przeszywającym wzrokiem.
- Mówiąc kolokwialnie; odpieprz się od Agaty.
Zbyt wiele przez ciebie wycierpiała. Nie dam ci zniszczyć tego, co budowaliśmy
przez te trzy lata. W co ty sobie, koleś, pogrywasz?! To są moje dziewczyny,
więc wara ci od nich, bo nie ręczę za siebie – Wojtek złapał Pawła za ramię –
zabiję cię, jeśli je skrzywdzisz!
- Przez trzy lata? Przecież Jaśmina ma
cztery... Sugerujesz, że... - przełknął głośno ślinę - sugerujesz, że to ja
jestem tatą Jaśminki? Jestem jej tatą..?
- Żeby być ojcem wystarczy mieć jądra, żeby
być tatą trzeba mieć jaja, więc nie dodawaj sobie – Wojtek odsunął się o krok
od libero. – Jeszcze raz zbliżysz się do nich, to połamię ci wszystkie kości.
Ostrzegam…
_____
Żyję!